Blog

Wielkanoc: POŚWIĄTECZNIE – REFLEKSYJNIE i plastykowo

kwi 6, 2026 | Kultura i filozofia chińska, Polecane

plastik

Minęło już ładnie ponad dwadzieścia lat, od mojej pierwszej Wielkanocy w Polsce, gdy świętując ją, przyglądałam się z ciekawością tej tradycji. Polska miała za trzy tygodnie wejść do Unii. Studiowałam wtedy w Krakowie, większość studentów powyjeżdżała. Postanowiłyśmy z koleżanką – Amerykanką – spędzić to święto razem. Obie, wychowując się poza Polską, nie miałyśmy bezpośredniego dostępu do tej tradycji naszych przodków i chciałyśmy jej doświadczyć w pełni. Dużo wypytywałyśmy znajomych na ten temat, i postanowiłyśmy wybrać się w sobotę ze święconką do kościoła Mariackiego.

Mówiono nam, że w sobotę święci się to, co będzie się jadło na niedzielne – świąteczne – śniadanie. Że kosz, że przykrywa się serwetką, że święci się zwykle jaja, kiełbasę, chleb, sól. Ani ja, ani koleżanka nie byłyśmy od kiełbasy; koleżance raczej widziały się na śniadanie naleśniki. Tak więc zakupiłyśmy porządny wiklinowy kosz, a w nim wyładowały: opakowanie jaj ze sklepu, opakowanie mąki, butelka mleka i, jak pamietam, dwie duże czerwone papryki (zawsze warto jakieś warzywko na śniadanie zjeść!). I zgodnie z sugestią znajomych – solniczka. Przykryłyśmy kuchennym ręcznikiem. 😅😁

Koleżanka nie mówiła po polsku ani trochę, ja jeszcze go się uczyłam; rozmowy ze znajomymi odbywały się po angielsku. A po angielsku „kosz”, „koszyk” czy „koszyczek” to wszystko „basket” i wszystko mu jedno – duży czy mały. Do tego, mało, kto z naszych rozmówców umiał znaleść odpowiednie słowo by opisać po angielsku piękną haftowaną białą serwetkę, więc używali słów, które niosą znaczenie „ręcznik”, „szmatka”, „ścierka”🤣O gałązkach bukszpanu, już nie wspomnę: nawet gdyby ktokolwiek wiedział, że to „boxwood”, to my nie wiedziałybyśmy, o co im chodzi. Tak, o to, dostałyśmy podstawowe informacje o treści tego rytuału, a forma gdzieś pomiędzy słowami się zgubiła.

Pogoda – jak i w tym roku – była idealna. Przyjemny i długi wiosenny spacerek z pod Hali Targowej na Rynek uświadomił nam jednak jak daleko byłyśmy od współczesnej „tradycyjnej” wizji święconki. Koszyczki w rękach innych spacerowiczów zmierzających do kościoła wyglądały nieco inaczej. Ja wtedy jeszcze takimi rzeczami się przyjmowałam, wstydziłam się na maksa i uważałam święto za zmarnowane. Pod Mariackim, trzeba było nasz ogromniasty kosz z paroma kilogramami prowiantu wysoko podnieść, jeśli chciałyśmy, by te kilka kropli wody święconej z kropidła spadło nie tylko nam na włosy, lecz na nasze niedzielne śniadanie też. Paliłam się ze wstydu, nie wiedząc, gdzie schować oczy. Moja starsza koleżanka, nieco już mądrzejsza wiekiem, ewidentne przejmowała się mniej.

I teraz, te dwadzieścia parę lat później, ja bym już też się nie przejmowała. W końcu, często jest tak, że za formą traci się treść. Oglądałam w minioną sobotę i przez cały przedświąteczny okres ogrom plastykowych żonkili i forsycji, udawanych jaj na patyczkach, foliowych listków „trawy” pożyczonych z zestawów sushi, sztucznych bazi. Po tym jak ćma bukszpanowa pozjadała do cna prawie cały bukszpan w Polsce, nawet ten symbol życia i nadziei zamienił się na plastykowy… Nie mogłam wyjść z podziwu jak szybko ta „tradycyjna” forma, której nie wyłapałam z pomiędzy słów 20 lat temu, zaważyła na tym, że święto zmartwychwstania, święto odrodzenia ŻYCIA potrafimy zbiorowo świętować plastykiem, w którym życia nie ma ani na grosz. O pozostałych elementach tej formy oddzielonej od treści rozwodzić się nie będę, każdy z nas ma swoje obserwacje i umiejętności oddzielania ziarna od plew.

Ja w te święta bardzo mocno byłam z myślą, że zima, po której zawsze i niezmiennie przychodzi wiosna, to nie tylko spokojny letarg natury. Nasze indywidualne i bardzo osobiste ODRODZENIA nie raz przeżywaliśmy odbijając się od dna cierpienia, depresji, rozpaczy. Pewnego rozpadu – a nawet destrukcji – starych schematów, przyzwyczajeń, dających poczucie bezpieczeństwa nawyków. Jezus, w końcu, z martwych wstając, nie wybudził się ze spokojnego snu, lecz odrodził się po ukrzyżowaniu. Przez ludzi.
Ten trudny- przerażający wręcz – czas okrucieństwa, wojen: jednej, drugiej, trzeciej; Ukraina, Palestyna, Iran – jest o destrukcji starego świata, czegoś, co było dającym poczucie „bezpieczeństwa” nawykiem i wciąż dla wielu z nas jest. Wiele koncepcji postrzegaliśmy za ponadczasowe, a one przestały zdawać egzamin… Nie ma odrodzenia Życia bez śmierci. Nie da się świętować odrodzenia Życia, zamykając oczy na smierć, udając że życie jest wieczne jak plastykowy żonkil czy styropianowe jajo. Jest wieczne poprzez smierć i odrodzenie. Świat, jaki znamy, umiera. I niewątpliwie odrodzi się. Na to, jak to się dzieje, mamy swój wpływ, swój w tym udział. Każdy z osobna, i w większym gronie.

O tym większym gronie….Może uda mi się w końcu urodzić post, o tym jak – w moim zrozumieniu – tegoroczna energia Ognia i Wody (pamiętacie jeszcze o tym wielkim ruchu Wody aktywnej?!) może mieć wpływ na to, co się dzieje i jak możemy z niej najmądrzej korzystać w obliczu wydarzeń historycznych, którym świadkujemy… Wiosna w ogrodzie temu postu nie sprzyja, lecę na grządki, słoneczko przygrzewa!

Zdjęcie: empik.com

Zarezerwuj wizytę