Blog

Rozważania lingwistyczne o procesie ZDROWIENIA i ZDROWIU

maj 14, 2021 | Zdrowienie - czym jest?

Deszcz przegonił mnie z ogrodu. A że jest okazja zasiąść z „kakałkiem” 🤪pod kocykiem, to może podzielę się z Wami co ostatnio mnie nurtuję jak po grządkach hasam czy z pracy wracam. Daję dziś przestrzeń mojej języko(po)znawczej tożsamości z przed wielu lat, mojej miłości do semantyki, do słów i ich tworzenia. Porozważam dziś trochę o zdrowiu, a raczej nie-zdrowiu i procesie wychodzenia z tego nie-zdrowia czy niedozdrowia. Nazywamy to różnie: leczeniem, leczeniem się, uzdrawianiem, poprawą, powrotem do zdrowia, uzdrowieniem…

W „leczeniu” jest sprawczość strony trzeciej. Leczą lekarze, doktorzy, fizjoterapeuci… Ja tutaj jestem z moim niedozdrowiem, i gdzieś tam w jakimś gabinecie jest ktoś trzeci kto wie jak mnie z tego niedozdrowia wyciągnąć. Ba, czasem nawet „musi”! Na NFZ to nawet „ma taki obowiązek, przecież ZUS całe życie płacę”! Wczoraj zasłyszałam w szpitalu: „Jak to nie musi Pan? To wy mi dłużni jesteście! Ja Wam 30 litrów krwi oddałem. Panu Też! A pan że ‚nie musi’!” No to więc w tym „leczeniu” – gdy ktoś musi i ja już mogę nie musieć – rodzi się takie oddawanie swojego zdrowia w ręce lekarza, kogoś, kto wie lepiej, a tym samym… zrzekanie się z przekonania że może jednak coś tam wiem, czuję czego lekarz nie czuje, a ja nie zawsze umiem mu o tym opowiedzieć bo nie zauważam co ja tam czuję… a i po co, przecież on i tak wie, no nie? Przecie ich tam całe życie uczą…

Można też powiedzieć: „Leczę się u pana Kowalskiego.” To już tak nieco bardziej sprawczo o sobie i lekarzach: ja wybrałam sobie pana Kowalskiego na lekarza, słucham uważnie go zaleceń i je wdrażam w życie. Mogę też podjąć decyzję zmienić lekarza. W takim „leczę się u…” jest znacznie więcej JA, niż w „on mnie leczy” czy „jestem prowadzona przez…”

Jeszcze więcej JA jest w „leczę się”. Tu sprawcą jestem JA. Ja decyduję u kogo się leczyć, kogo słuchać a kogo nie słuchać, dokładnie siebie obserwuję, decyduję co mi służy a co nie służy, zgłębiam wiedzę o rożnych aspektach swojej choroby itd. Biorę swoje sprawy w swoje ręce. Wydaje mi się że osoba, która SIĘ leczy ma więcej szans wyjsć ze swojego niedozdrowia niż ta, którą leczą…

Często chorym życzymy „szybkiego powrotu do zdrowia”. Jakkolwiek, którąkolwiek drogą by do tego Zdrowia nie docierali, najważniejsze by tam trafili, powrócili… tak jakby „Zdrowie” było przystankiem autobusowym i trzeba było złapać odpowiedni autobus i wysiąść w odpowiednim momencie. Tak jakby Zdrowie było stanem wyraźnie określonym, jednym jedynym, łatwo rozpoznawalnym… Tak jak w słowie „uzdrowienie” wybrzmiewa tryb dokonany: uzdrowiłem się, osiągnąłem uzdrowienia, już nic nie potrzebuję, koniec z „leczeniem”, z „się” lub bez „się”. Jestem w „Zdrowiu”, dotarłem.

Jak dla Ciebie wyglada przystanek „Zdrowie”? Czy na Twojej drodze życiowej jest to jeden stan, jeden przystanek? Czy jest ich wiele? Kiedy czujesz się zdrowy? Jak się czujesz zdrowy? Jak to jest być w „stanie, w jakim znajduje się żywy organizm”? Czym jest Twoje niezdrowie lub niedozdrowie?

Niegdyś przeczytałam że lekarze leczą, a terapeuci holistyczni „uzdrawiają”… Że niby Ci ostatni mają taką moc by doprowadzać do zdrowia. No dobra, już napisałam te „niby”, więc wiecie że w to nie wierzę. 🙃 No bo w tym „uzdrawiają” znowu ktoś inny wie o mnie więcej, znowu nie ma mnie, mojego JA.

Znowu w tym patrzeniu jest dzielenie siebie na części: jestem Ja, czyli moje IQ, mój umysł i uczucia i jest moje Ciało, czyli jakiś dziwny skomplikowany mechanizm. Mechanizm, o którym mechanicy (lekarze czy uzdrowiciele) wiedzą lepiej niż ja, i dlatego lepiej go „naprawiają”, przeglądy techniczne mu robią, badania okresowe, silniczek słuchają stetoskopem, hamulce smarują lekami i ziołami różnymi… Jeśli nie widzę swojego Ciała jako Ja, jako siebie, swojej całości, to właściwie zrzekam się w takim widzeniu tego cudu, którym jestem. Cudu czucia, odczuwania, cudu umiejętności zauważania, cudu samoregulacji. Wtedy już absolutnie nie rozpatruje bólu jako języka mojego Ciała do mnie. A przecież mówi do mnie! A że niby do lekarza czy uzdrowiciela mówi? Krzyczy, wyje, szlocha, kaszle też do nich?! Mniemam że nie da się uzdrowić w tym rozdzieleniu, bo właśnie to zrzekanie się siebie, ten podział siebie na Ja i Ciało jako mechanizm leży u podłoża wszelkich chorób. Tak uważam. Dolegliwości powstają gdy nie słuchamy swojego Ciała, gdy spychamy jego język, jego mowę w niesłyszane i nieodczuwane (np. tabletką przeciwbólową, wypieraniem emocji…).

W moim mniemaniu, „Zdrowie” absolutnie nie jest stanem braku lub nie odczuwania bólu… Zdrowie właśnie jest tą całością, tym połączeniem Ja i Ciała, w którym możliwe jest słuchanie, odczuwanie i uważne obserwowanie mowy Ciała… gdy go słyszę, mogę reagować tak jak ono o to prosi… tak się „przypadkiem” składa że wtedy mniej boli, mniej dolegliwości doświadcza, że Ja wtedy lepiej się czuje… Ten stan połączenia jest stanem naturalnym, tym, który dostaliśmy od Stwórcy… Stan, którego zrzekliśmy się w stałej pogoni umysłu za kontrolowaniem wszystkiego, włącznie ze swoim ciałem… a ono nie daje się kontrolować. Bo jest z zasady WOLNE, bo ta całość, to połączenie zwane „człowiekiem” było stworzone wolnym.

Dlatego też uważam że nie da się nikogo uzdrowić, bo uzdrowić SIĘ można tylko samemu, ale bardzo potrzebna jest w tym powrocie do SIEBIE pomoc, i tym właśnie, jako terapeuta holistyczny, się zajmuję: wspieram na własnej drodze do zdrowia. Nie leczę i nie uzdrawiam.

Jak zawsze, jest to tylko moj punkt widzenia; niczego nie głoszę jako prawdy absolutnej. Ale ciekawi mnie jakie myśli i uczucia te rozważania budzą.

Zarezerwuj wizytę