Nie będę Was, jak cały internet, straszyć szalonym galopem życząc najlepszego z okazji… Bo ten rok jest daleko nie tylko o galopie…. I w ogóle, wiedzieliście że Chińczycy wcale tak nie nazywają tych swoich nowych „roków”, tzn lat? Po chińsku nadszedł właśnie rok Bing Wu, i ani Bing ani Wu nie oznacza bezpośrednio ani Ognia, ani konia…
Są to nazwy koncepcji, które po prostu nie istnieją ani w naszej kulturze, ani – rzecz jasna – w naszym języku. Dlatego tłumaczy się je na najbliższe skojarzenia. Tyle że nasze – współczesne zachodnie – skojarzenia z Ogniem, a rozumienie Ognia w starożytnej filozofii chińskiej, to zupełnie różne bajki. To samo z koniem.
Zacznijmy od Bing. Bing jest jednym (a dokładnie trzecim) z dziesięciu Niebiańskich Pni. Jak nazwa ta wskazuje, opisują one energię i zjawiska niebiańskie, nadludzkie, można by rzec siłę wyższą. Każdy z tych pni niesie ze sobą energię jednego z pięciu żywiołów w wyrazie Yin albo Yang. Bing przynależy do żywiołu Ognia w wyrazie Yang, czyli najwiecej Yang, najwiecej Ognia. To by oznaczało, że reprezentuje sobą np. Słońce, jego światło (=sens) i życiodajne ciepło, które w nadmiernej suchości może i potrafi wzniecić niszczący pożar, ale o wiele częściej ogrzewa, porusza (np. płyny w roślinach), wybudza, przynosi uśmiech…
Najważniejszą cechą wszystkich systemów opartych na żywiołach jest obserwacja iż one nigdy nie funkcjonują w izolacji; zawsze są w relacji z innymi żywiołami. Czyli ten właśnie Ogień – rodzi (generuje) Ziemię, kontroluje Metal, poddaje się kontroli Wody, rodzi się z Drzewa. Dlatego też wszystkie energie opisywane przez Niebiańskie Pnie znajdują swój wyraz w środowisku energii innego żywiołu, w tym samym wyrazie Yin lub Yang. Ta zbieżność (jeśli skojarzyć ją np. z identycznym ładunkiem odpychających się elektronów) wprowadza dynamikę ruchu, pozwala na rozwój, na zmianę. Tak więc Bing, tzn. Ogień Yang zawsze odnajduje się w środowisku, tzw. ‚wielkim ruchu’ Wody aktywnej, czyli Wody Yang. To środowisko ma taką cechę że kontroluje Ogień, a więc Bing choć i jest wyrazem Ognia Yang, zawsze w naturze jest na swój sposób „okiełznane” przez wielki ruch Wody aktywnej. Nie, to nie jest równoważenie, to jest tandem, taniec, naprzemienna dominacja. Ale weźcie sobie do serca tę prostą i oczywistą rzecz: ten Ogień nie płonie w odosobnieniu, nie wypala do cna, on tańczy z Wodą. I ten taniec jest życiodajny (pomyśl sobie o tym, że każda roślina, każde zwierzę i człowiek potrzebują światła, ciepła i wody do życia). I nie, kochani, ten rok tzw. „Ognistego Konia” wcale tej podstawowej logiki wszechświata nie zaburza, choć klikbajtowym sloganom bardzo by się chciało by to był najgorzętszy od lat rok, lub by to znów była „zima stulecia”.
No dobra, to było o Niebiańskim, tym co od człowieka mało zależy (tak, są w tym wszechświecie takie rzeczy, które są od nas większe!). No ale coś tam od nas zależy. Chociażby nasze własne zachowanie, wybory, decyzje, marzenia… Co to wszystko ma wspólnego z Koniem? W nazwie Bing Wu, Wu odnosi się do nazwy jednego (a dokładnie siódmego) z dwunastu Ziemskich Konarów. „Ziemskie” oznacza że są one o tym, co zadziewa się pomiędzy Niebem a Ziemią (można by rzec miedzy Słońcem a Ziemią, bo to one wraz z Księżycem wyliczają nam cykliczny rytm), a zadziewa się tu przede wszystkim czas (dzień i noc, miesiąc, rok (lato i zima), 12 lat, 60 lat itd.) A w czasie, zadziewa się Życie. To życie, które cyklicznie i nieuchronnie rodzi się i umiera, kiełkuje i żółknie… Kiełkuje na wiosnę, zawiązuje owoce latem, rodzi te owoce jesienią i umiera w zimowej hibernacji…
Tak więc ten siódmy konar Wu reprezentuje sobą szczyt Yang, szczyt Ognia, miesiąc czerwiec. Rok Konia to taki „czerwiec” w 12-letnim cyklu. W czerwcu dochodzi do przesilenia letniego, tego momentu kiedy wzrastające od zimowego przesilenia Yang wcale nie wypala się pożarem, tylko nieuchronnie od milionów lat osiąga szczyt i daje miejsce Yin, pozwala mu się narodzić i zacząć wzrastać, wydłużać noce, skraplać się poranną rosą na trawie… Szczyt Yang wcale nie jest o pożarze i galopie, on jest o pełni, po której następuje schyłek. Szczyt Yang jest o kończącym się wzroście… tak więc najbliższe miesiące to czas by doprowadzać do końca (tzn. do rozkwitu, do pełni!) to co rozpoczęliście w ostatnie 6 lat. Od przesilenia ta energia już zacznie chylić się ku zachodowi w cyklu 12 letnim, czyli na kolejne 6 lat.
A dlaczego Koń? Ponieważ każdy ziemski konar ma symboliczne połączenie z jakimś zwierzęciem, przy czym chińskie skojarzenia kulturowe potrafią znaaaaacznie, ale to baaaardzo znacznie różnić się od naszych kulturowych skojarzeń z tymi samymi zwierzętami. Pomyślcie sobie o Szczurze, który na swój sposób jest przeciwieństwem Konia, reprezentuje sobą grudzień, głębię zimy i zimowe przesilenie, niesie ze sobą jakość Wody, jej mądrość rodzącą się ze zgromadzonego w poprzednich cyklach doświadczenia… Czy kiedykolwiek kojarzyły się Wam szczury żerujące w oborach i spichlerzach z bogactwem i dostatkiem, którego to świadectwem obecność zasobów w owych spichlerzach właśnie jest? To jest to chińskie skojarzenie…
Historycznie w Chinach Koń był kojarzony z mocą transportową (żadna tam niespodzianka 😉), mocą wojskową, z sieciami komunikacji (poczta), szlakami handlowymi… z możliwością nawiązywania relacji. W kosmologii zwierzęta swoim symbolizmem pomagały opisywać między innymi ludzki charakter, a koń jest o wytrzymałości, wytrwałości. Obiegiem czynnościowym czerwca, aka Wu, aka „Konia” jest Serce, rezydencja Ducha, miłości, rozkwitu relacji w pełni ich potencjału. I co, widzicie tu gdzieś płomienie lub potrzebę galopowania? No więc, czy ten nasz koń w tym roku się rozgalopuje, zależy od tego jak my – tu na Ziemi, ziemsko – będziemy korzystać ze swoich zasobów, temperamentu i zgromadzonej dotychczas mądrości. Jak chcesz galopować, proszę bardzo. Mnie pasuje kłus. Bo to ziemskie, co opisują zwierzęta w chińskiej kosmologii, jest przede wszystkim o tym, na co mamy wpływ my, Ludzie. Pamiętajmy że to brzmi dumnie (mimo wszelkich prób z’epstein’ienia ludzkiej natury w naszych oczach) i postępujmy zgodnie z zamysłem Niebiańskim co do naszej roli w tym świecie.
P.S. Nam akurat „zdechło” auto w sposób praktycznie niezrozumiały (nie, nie dla laików; mąż jest bardzo dobrym mechanikiem i spędził przy nim parę dobrych godzin bezskutecznie diagnozując problem, a to rzadko się zdarza – ta bezskuteczność w jego rękach.) Los swoje knuje, zostaje czasem tylko zaakceptować. „Zdechniętym” autem nie pogalopuję. Wszystkie 145 koni w jego silniku zapadły w zimowy letarg. Tak że u nas na razie więcej oznak niebiańskiej energii Wody, niż Ognistego galopu mimo końskiej wytrzymałości. 🙃
